Gdzieś głęboko

Gdzieś bardzo głęboko, na samym dnie twojego serca, znajduje się Coś, czego obecności często nie jesteś nawet świadom, choć jest to najważniejsza część ciebie. Jest to dalekie i niejasne wspomnienie Dni, gdy przechadzałeś się z Nim pod innym niebem, w wiecznozielonym ogrodzie, gdy mogłeś rozmawiać z Nim twarzą w twarz…

Zanim obwarowałeś się grubym i twardym murem wszystkich twoich blizn po niezliczonych zranieniach, zanim twoje oczy oślepły od fałszywego blasku marnych błyskotek, które cię otaczają, zanim upadłeś pierwszy raz, mogłeś przez krótką chwilę, jeżeli miałeś to szczęście, widzieć daleki blask tego światła w zaraniu twojej młodości.

Jednak, jeżeli jesteś szczery wobec Stwórcy i siebie, jeżeli twoje serce nie ostygło zupełnie, możesz nadal widzieć go w stworzeniach, choć jest to tylko odbicie, jak Księżyc odbija światło Słońca. 

Skąd wiesz, że ten pejzaż jest piękny? Skąd wiesz, że ten człowiek jest dobry? Dlaczego podoba ci się piękna kobieta w tańcu, radosny śpiew skowronka i leśne dzwonki? Dlaczego tak działa na ciebie muzyka Chopina? Dlaczego czujesz się dobrze z tym starym człowiekiem o oczach dziecka?

Cała twoja istota, wszystkie części twojego ciała i duszy, wyrywają się  instynktownie ku Dobru, obecnemu w Jego dziełach.

Czy umiesz z nich korzystać?

Bo tylko poprzez dobre korzystanie ze Stworzenia możesz powrócić do swojego Ogrodu. Taki jest warunek. Ale najpierw musisz je naprawdę zobaczyć.

Gdybyś widział rzeczy takie, jakie są, widziałbyś przez nie ich Stwórcę.

Jakże często dla ciebie ważniejsze są twoje marne, przyziemne potrzeby. Pozwalasz, aby rządziły tobą emocje, powstające z tych właśnie, nieuporządkowanych potrzeb. To poprzez nie widzisz świat jak w krzywym zwierciadle.

Zatrzymaj się! Popatrz na wszystko oczami swojej duszy. Odłóż smartfona, wyłącz komputer i wrzaskliwą muzykę. Poszukaj cichego, samotnego miejsca i mów do swojego Stwórcy, jak dziecko do swojego ojca.

Człowiekiem, który widział rzeczy, jakimi są naprawdę i umiał o tym opowiadać, był Franciszek. Ale Biedaczyna był taki, bo on nie naśladował Chrystusa, on był Chrystusem, upodabniając się do Niego tak, jak tylko człowiek może. Niech będzie dla nas wzorem.

Dlatego obmyj swoje oczy łzami szczerej skruchy, wyznaj swoje winy i proś Pana, aby przywrócił ci spokój, utracony tak dawno temu.

Wtedy w czasie, który On uzna, zobaczysz świat, taki-jaki-jest, a on pociągnie cię do swego Stwórcy.

 

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Przeglądając stronę zgadzasz się na użycie plików cookies Możesz w każdej chwili dokonać zmiany ustawień dla plików cookies.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Zamknij