Kościół w ucisku

Liczba katolików w Chinach jest trudna do oszacowania. Różne źródła podają, że w kraju tym mieszka od 31 do 38 mln chrześcijan, w tym od 6 do 10 mln katolików. Jednak dokładne dane nie są możliwe do zyskania z uwagi na pewną liczbę osób praktykujących poza strukturami oficjalnie działającego Kościoła, który ma pozwolenie władz.

Sytuacja ich uległa w bieżącym roku znacznemu pogorszeniu. Zakazano sprzedaży Biblii w internecie, w niektórych prowincjach zabroniono niepełnoletnim uczestnictwa we Mszy św, zamykane i wyburzane są kościoły, niszczone krzyże i palone Pismo św, stosowane są coraz powszechniej  różne metody prześladowania za wiarę.

Choć Chińczycy są narodem raczej pogodnym i tolerancyjnym, jednak wyznawcy religii chrześcijańskich nigdy nie mieli tam łatwo. Bardzo mało jest kościołów. Dość powiedzieć, że choć w 15 milionowym Kantonie jest 6 parafii, to już w pobliskim (140 km) 10 milionowym Shenzen nie ma ani jednego kościoła!

Dar dla mojego Ojca

Pewien znajomy jezuita, człowiek który widział wiele, powiedział kiedyś na konferencji coś takiego: nasza wiara opiera się na Objawieniu, mamy też Tradycję i prawdy wiary zebrane przez uczonych teologów w postaci dogmatów. Są też jeszcze pewne wierzenia, przyjęte powszechnie, które dogmatami nie są, ale może kiedyś będą jako takie rozpoznane i przyjęte do wierzenia, jak było to choćby z dogmatem o niepokalanym poczęciu Najświętszej Maryi Panny, który został przyjęty dopiero w 1854 roku. Reszta to przekonania religijne.

Błędne koło

Czym bardziej jestem chory, tym bardziej się martwię… A czym bardziej się martwię, tym bardziej jestem chory…

Każdy mógłby podać ze swojego życia jakiś przykład takiego błędnego koła. Problem tylko w tym, że nie zawsze orientujemy się, że wpadliśmy w pułapkę i drepczemy  w kółko, jak pies za własnym ogonem. Ale postarajmy się na początek zrozumieć, czym jest błędne koło.

Błędne koło to nie tylko błąd logiczny czy błąd w rozumowaniu, jak można wyczytać w internecie. Może lepiej oddaje sedno tego wyrażenia odpowiednik w języku angielskim: vicious circle czyli niebezpieczne, złe, złośliwe, okrutne koło.

To niebezpieczna pułapka.

Jest ona na pewno zagrożeniem dla osób pogrążonych w depresji czy też w chorobie, szczególnie tej przewlekłej, nieuleczalnej. Jest dowiedzione, że zamartwiając się ciągle, nigdy się nie wyleczymy, a raczej: nie pozwolimy się wyleczyć.

Caminho Portugues 2018 – dzień dwunasty

Trasa Padron – Santiago 23 km
Kiedy tak siedziałem w katedrze przed ołtarzem św. Jakuba, przewinęły mi się przez głowę wszystkie te dni, które tu spędziłem, jeden po drugim, godzina po godzinie. I poznałem wtedy, że były one mi darowane, czyli bez żadnej zasługi z mojej strony. Darowane, bo mogłoby ich nie być. I świat by się nie zawalił.
I tak bardzo niewiele zabrakło, abym został w domu.
Czy je dobrze wykorzystałem? 
Myślę, ze dopóki świadomość tego wszystkiego będzie żyła, dotąd dni te będą przynosić swoje owoce.

Caminho Portugues 2018 – dzień jedenasty

Trasa Caldas de Reis – Padron 23 km

Nie chce mi się wierzyć! Jutro już ostatni dzień… Nie chcę wracać, tu jest moje miejsce i tu jest mi dobrze…
Gdy tak przebiegam myślą te dni, staram się zrozumieć, co sprawiło, że czuję się szczęśliwszy, niż dwa tygodnie temu.
Nie jest to jednak tylko jakiś swoisty fenomen tego miejsca – Camino, jak myślałem. Choć na pewno rytm i świadomość celu wędrówki bardzo pomaga.

Caminho Portugues 2018 – dzień dziesiąty

Dzień dziesiąty
Trasa Pontevedra – Caldas de Reis 24 km
Jakiś dziwny niepokój pojawił się od rana… Wraca znowu obawa co do jutrzejszego dnia, pojawia się roztargnienie, drażliwość. Ustępuje jednak, gdy zdam sobie sprawę z tego, ile dzisiaj Pan uczynił dla mnie.
Deszcz wisi w powietrzu. Jutro raczej na pewno zacznie padać, pytanie tylko o której godzinie i czy zdążę dojść do Padron. Jest gorąco i duszno.
Motel Caldas zaskoczył mnie całkowicie. Cena to połowa tego, co gdzie indziej, a jest tu zielono za oknem, rosną tam sobie tam kwiaty, jest cisza i spokój. Jedyną wadą jest odległość 1,6 km od miasta, ale i wczoraj przecież mniej nie było. Na każdy samochód czeka gustowny garaż, a do pokoju wchodzi się po schodkach.

Caminho Portugues 2018 – dzień dziewiąty

Dzień dziewiąty
Trasa Redondela – Pontevedra 23 km
Etap w sumie dość monotonny. Znacznie ciekawsze przemyślenia, jako że zbliżamy się już do końca tej wędrówki (Jak to szybko minęło!)
Zasadniczo treścią takich przemyśleń, o ile zdołamy się już dostatecznie wyciszyć, są bardzo intymne sprawy, które Bóg ma nam do przekazania.
W tym momencie jedna tylko myśl. W trakcie tej pielgrzymki zostało mi przypomniane i dostałem praktyczną lekcję na temat owoców Ducha św, a są nimi: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie.

Caminho Portugues 2018 – dzień ósmy

Dzień ósmy
Trasa O Porrino – Bahia de Chapela 20 km
Etap bardzo ciekawy i widokowy, choć trudny, bo złożony z samych górskich premii 
Nie przypuszczałem, że ten rejon Hiszpanii jest tak górzysty. Ciekawe, czy ci którzy tu mieszkają, jeszcze widzą, jak tu jest pięknie…
Pogoda jest jak dotąd bardzo łaskawa, temperatura w cieniu nie przekraczała 20 stopni i nie pada.
Gps nawalał raz po raz, dzisiaj dołożyłem przez niego 2 km, a miejsce do którego szedłem, było 1 km (na szczęście tylko tyle) dalej.
Dzisiaj doświadczyłem, jak potrzebny może być power bank. Z powodu dużych problemów z orientacją, musiałem chyba połowę trasy przejść z podglądem na gps na telefonie, a to potwornie zżera baterię.
Hostel beznadziejny, piszę tylko dla porządku, bo nie dla luksusów się tu idzie. Okna wychodzą na autostradę oddalona o 40-50 m (!) i na ruchliwą krajową N-552, a w pokojach goście palą (!) Obiad zjadłem z jakimiś robotnikami, w zwyczajnym barze, atmosfera była bardzo miła, czułem się jak u siebie. 

Ale wszystko wynagrodziły przepiękne widoki zatoki i miasta Vigo!

Caminho Portugues 2018 – dzień siódmy

Dzień siódmy
Trasa Valenca – O Porrinho (Mosende) ok. 16 km.
Dzisiaj upał osiągnął swoje apogeum. Dobrze, że etap niedługi, ale zrobiłem ze 3-4 km więcej, bo gps zgłupiał kolejny raz…
Gps w ogóle nie znał tego miejsca, do którego szedłem! A musiałem zejść ze szlaku Camino.

Coraz bardziej męczy mnie ból głowy, katar i kaszel, w nocy prawie nie spałem. Zupełnie nie rozumiem, z czego to się wzięło. Może od słońca.
Teraz leżę sobie w łóżku i nabieram sił.
Od jutra zmiana pogody – deszcze. W czwartek ma być 18-22 mm opadów. Nieźle!
W Hiszpanii ceny wyższe, poza tym bardzo podobnie. Zegarki przestawia się o godzinę do przodu.

Ludzie bardzo przyjaźni i uczynni, jak zwykle. Proponują podwózkę, wskazują drogę, jak trzeba…

Caminho Portugues 2018 – dzień szósty

Trasa Rubiaes – Valenca 18 km
Bez tak pięknych widoków, jak wczoraj, ale nie dla widoków i nie dla kilometrów się tu chodzi. Jak są widoki, to wspaniale. Jak nie ma, to i tak pozostaje radość bycia częścią Drogi, nawet choćby przez tak krótki czas.
Po drodze spotkałem Polkę. Pierwsza od 7 dni okazja do użycia języka ojczystego.
Widzę, że szykują się trudne dni. Choć zostało już tylko 6 dni i 129 km do Santiago, to jak świetnie pamiętam do dziś, jeden dzień porządnego deszczu potrafi zmienić pielgrzymkę w horror. A tu od poniedziałku szykują się same deszczowe dni… Dwa etapy po 25 km, dzień po dniu. Do tego coraz bardziej dokucza mi kaszel i katar (!)
Ano zobaczymy.

Caminho Portugues 2018 – dzień piąty

Dzień piąty
Trasa Ponte de Lima – Rubiaes 18 km.

/Nie wiem, czy ktoś to czyta, bo komentarzy brak, ale jak dobrze jest wracać, choćby myślami do tego cudownego czasu!/

Trudny, górski etap. Tym trudniejszy, że noc nie należała do łatwych. Po raz pierwszy na Camino byłem świadkiem całkowitego braku poszanowania potrzeb innych osób: hałaśliwe rozmowy do 12 w nocy, potem pewien murzyn rozpoczął długą rozmowę telefoniczną w swoim murzyńskim narzeczu, a a jego tubalny głos niósł się po całym obiekcie. Do tego, zaraz obok co jakiś czas jakiś młody człowiek ćwiczył manewry swoim pozbawionym tłumika motocyklem, ruchliwą ulicą co chwilę pędziły samochody, a pod moim oknem autobusy grzały silniki, non stop do 23 i potem od jakiejś 5 rano.
Wiałem więc stamtąd rano aż się kurzyło.
Wszystko wynagrodził jednak czysty, rześki majowy poranek.

Sens

Kiedy człowiek jest młody, zwykle nie zadaje sobie trudu myślenia o trudach i cierpieniu na tym świecie. Zbyt zaprzątają go sprawy związane z korzystaniem z życia czy ułożeniem go sobie. Myślenie “na zapas” go nie interesuje i to jest zrozumiałe.  Poza tym, momenty trudne zwykle nie trwają wtedy długo, a młodzi ludzie jeszcze potrafią się cieszyć życiem.

Caminho Portugues 2018 – dzień czwarty

Dzień czwarty
Trasa Vitorino – Ponte de Lima 14 km
Najkrótszy etap w tym Camino, w zasadzie 14 kilometrowy sprint. Ale tak już wypadło i może lepiej po trzech pełnych dniach mieć dzień relaksowy.

Jestem już w hostelu i jako że życie jest pełne niespodzianek, muszę czekać 3 godziny aby zwolnił się mój pokój… Hostel położony pomiędzy przelotowa ulicą o gęstym ruchu, a dużym dworcem autobusowym, gdzie co chwilę z rykiem silnika wjeżdża i wyjeżdża autobus. Do tego jedna wspólna łazienka na całe piętro… Ale co tam, najważniejsze jest to, że jestem tu, na Drodze.

Caminho Portugues 2018 – dzień drugi

Dzień drugi

Trasa Criaz – Barcelos 18 km. Temperatura powietrza rośnie codziennie. Będą problemy z odwodnieniem, bo po drodze sklepów prawie nie ma. Jaskrawe słońce i mało cienia.
Dzisiaj Pan Bóg pracował nad cnotą cierpliwości… Już widzę, że będzie ciekawie w tym roku.
Na trasę wyszedłem dopiero o 12:30, choć jak zwykle rwalem się do wyjscia. Ale najpierw musiałem pojechać do Porto: 15 min taksówką, potem ponad 20 min czekania i 50 min metrem. 15 min na załatwienie sprawy i znowu: 20 min czekania, 50 min metrem i 15 min taxi. Abym nie myślał, że będzie łatwo…

Caminho Portugues 2018 – dzień pierwszy

Trasa Porto (miejsce rozpoczęcia Vilar de Pinheiro) – Criaz, ok. 26 km. Początek w deszczu, czyli normalka w Camino. Proza życia…
Camino w Portugalii, jeżeli ktoś idzie jak ja, obok głównych tras, to niesamowity labirynt drog, drozek i ścieżek.
Jak już widzę, codziennym dylematem będzie, czy iść główną drogą, gdzie jest bardzo gęsty ruch, hałas i smród spalin, czy też bocznymi drogami, gdzie z kolei przez 20 km może nie być jednego sklepu czy baru. Ja wybrałem to drugie rozwiązanie i przyszedłem do miejsca docelowego skrajnie wyglodzony, mimo że miałem ze sobą swój suchy prowiant.

Idę!

Bł. Abraham, pustelnik z IV w. powiedział: siedź w celi, a cela nauczy cię wszystkiego… Tak, przez dwa tygodnie tą moją celą będzie droga, a jej ścianami cztery strony świata. Słowami modlitwy będą kolejne kroki, aktami strzelistymi chwile, gdy porywać mnie będzie droga-która-nie-ma-końca, odpoczynek będzie zaś modlitwą ukojenia.

Osiołek

26 czerwca 1975 roku w Rzymie zmarł Josemaria Escriva, szerzej znany jako twórca Opus Dei. Kanonizowany przez Jana Pawła II w roku 2002. Może mniej znany jako “Osiołek”, jak sam siebie chętnie nazywał. Dlaczego wybrał on akurat to stworzenie, będące raczej symbolem, delikatnie mówiąc, niewielkiej inteligencji?
Dlaczego ten sympatyczny zwierzak “chodzi” za mną od dłuższego już czasu, dopominając się wzmianki czy może dłuższego wpisu?

Fenomen Camino de Santiago – Cz. IX. Przekraczać samego siebie.

Co to znaczy przekraczać samego siebie? Kiedy człowiek przekracza sam siebie? Jakie są granice ludzkich możliwości? Dlaczego właśnie na Camino mamy często do czynienia z takim przekraczaniem możliwości?

Aby zrozumieć ten fenomen, należy wrócić do pytania: skąd potrzeba tej wędrówki? Dlaczego niektórzy, mając życie poukładane, urządzone i beztroskie, chcą doświadczać niewygód, niedojadania, niedosypiania, a czasem bólu? Dlaczego inni poszukują tam z kolei odpowiedzi na palące pytania, o sens egzystencji, o przyczynę i o cel tego wszystkiego, tu, na Ziemi? Pytania, na które gdzie indziej nie znajdują odpowiedzi… A inni podejmują ryzyka utraty zdrowia, pracy, finansowe…

Camino 2018

Jeszcze nie skończył się ten rok, jeszcze myślami wędruję wciąż po drogach i ścieżkach Camino Primitivo, a już chciałbym znowu wyruszyć w trasę.
Navigare necesse est, vivere non est necesse, czyli  żeglowanie jest koniecznością, życie nie jest koniecznością, mówi najsłynniejsze starożytne powiedzenie związane jakoś z podróżą.
Ja bym w odniesieniu do siebie dokonał pewnej jego modyfikacji: wędrówka jest koniecznością, życie nie jest koniecznością. Muszę iść dalej, choć nie będzie łatwo, już to wiem…

Pokusa

Różne bywają pokusy… Każdy doświadcza ich codziennie niezliczone ilości. Bywają pokusy silne i pokusy słabsze, dotyczące spraw materialnych i spraw duchowych. Jest pokusa łakomstwa i pokusa nieczystości, pokusa kłamstwa i pokusa chciwości… Spośród wszystkich, najbardziej niebezpieczne są jednak te pokusy,

Przeglądając stronę zgadzasz się na użycie plików cookies Możesz w każdej chwili dokonać zmiany ustawień dla plików cookies.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Zamknij